Klub Turystyczny
"Puszcza Zielonka"
„Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę"
św. Augustyn

W poszukiwaniu amonitów
Wakacyjna wyprawa na Jurę, 28 czerwca – 1 lipca 2015
 
Kolejny wspólny wypad wakacyjny. Na hasło Gabrysi – chęć. Na moją propozycję – Jura krakowsko – częstochowska. Po wielu perturbacjach organizacyjnych ruszamy!
Skład: Ela i Jurek, Lidka i Marek, Gabrysia i Adam oraz spoza Klubu Basia i Wojtek. Poza tym ja oraz w porywach Wojtek z Maksem i Frankiem – wkraczający na szlak w ramach niespodzianki.

Na początek – nowa znajomość. Jerzy Rosiak, przewoźnik z Rakowni. W trakcie wycieczki odkrył się jako leśnik i gawędziarz z zielonych zagadnień, więc grupa nieomal go „zjadła Go z butami”. Po każdej kolacji – stos pytań, na każdym spacerze – niekończące się konsultacje przyrodnicze.

Pogoda – taka jak trzeba, wieloraka… Daliśmy sobie z Nią radę. I choć trudno zachwalać zamki na wyniosłych wzgórzach w strugach deszczu, wszyscy dzielnie ten zachwyt z siebie wykrzesali.  A potem… było już tylko cieplej, coraz cieplej, gorąco…. Aż w końcu Basia osłaniała się nawet w busie parasolką od słońca.

Co udało nam się zobaczyć – zgodnie z programem i poza nim tj. wedle szeregu zaplanowanych bardziej lub mniej niespodziewanek.

Dnia pierwszego:
Olsztyn – Zamek, szopka betlejemska Jana Wewióra,
Leśniów – Żarki – Sanktuarium MB Królowej Rodzin,
Zamki w Mirowie i Bobolicach – przejście spacerowe,
Zakwaterowanie w Podlesicach, u podnóża Góry Zborów.

Dnia drugiego:
Podlesice – Jaskinia Głęboka,
Ogrodzieniec – Zamek Bonerów (szlak spacerowy wokół zamku),
Pustynia Błędowska,
Dolina Bolechowicka – wstęp do Parku Krajobrazowego Dolinek Krakowskich,
Skała Kmity – zapowiedź atrakcji Tenczyńskiego Parku Krajobrazowego,
Zakwaterowanie w Modlnicy.

Dnia trzeciego:
Dolina Kluczwody
Dolina Kobylańska
Dolina Będkowska
Dolina Racławki
Ojcowski Park Narodowy (Ojców / Dolina Prądnika i Pieskowa Skała / Zamek i Maczuga Herkulesa).
 
Na granicy austriacko-rosyjskiej w Dolinie Kluczwody 

Pod Maczugą Herkulesa w Ojscowskim Parku Narodowym 

Dnia czwartego:
Dolina Aleksandrowicka – skała Krzywy Sąd,
Czerna – Sanktuarium MB Szkaplerznej (Kościoł i klasztor Karmelitów Bosych),
Nikiszowiec – zabytkowa dzielnica Katowic (robotnicza dzielnica „familoków” znana szczególnie z plenerów filmowych takich jak „Barbórka”, „Matka Królów”, „Sól ziemi czarnej” czy „Piąta pora roku”).

Dnia trzeciego do grupy dołączył niezmordowany Wojtek – pogoda była już natężona promieniami słonecznymi, a zapowiadany kilometraż – zdecydowanie wysiłkowy. A zatem – czas na trenera! Grupa dzięki temu mogła się podzielić na równie jak trener niezmordowaną oraz relaksacyjną, która mogła z kolei pozwolić sobie np. na kontemplację krajobrazów w Ojcowskim Parku Narodowym. Z dumą można było popatrzeć na nasze Klubowe koszulki, które wartko przemierzały kolejne dolinki…

Na starcie w Dolinie Kobylańskiej

Pewne oderwanie od przyrodniczego tła naszej wyprawy stanowiło Sanktuarium w Czernej. Miejsce wyjątkowe na mapie Polskich miejsc Maryjnych. To tutaj chciał wstąpić do Zakonu młody ks. Karol Wojtyła. Odżegnał Go od tych planów Książę Kardynał Adam Sapieha, który skwitował je krótkim zdaniem: „trzeba skończyć to, co się zaczęło”. A koniec przyznacie, Karol Wojtyła miał piękny…, ŚWIĘTY. Historia Szkaplerza, tak niezwykła i silna w wyrazie może stać się pomocą dla niejednego z nas. Summa summarum – miejsce niezwykłe, a tak skrzętnie w górach schowane, prawda?

Bliskość Krakowa oczywiście nie pozostała bez echa. Padła niezobowiązująca propozycja od grupy, aby następna wyprawa była iście krakowska… ale zgodnie z moją wizją taka nietypowa. Po miejscach mało turystycznie eksploatowanych, więc na pewno nie Traktem Królewskim (chyba że ten akurat wieczorową porą, dla porządku, „odhaczenia” i dla… setki kafejek do wyboru). Dębniki, Zakrzówek, Podgórze, Nowa Huta etc. Może pociągiem? Może po mieście na rowerach? A może na  segway`ach? Opcji jest wiele…

Naszą wyprawę zakończyły zakupy. Każdy kupił obowiązkowo Szkloki i Kopalnioki! Pszczyński wyrób śląskiego regionu. Pyszne landrynki, które godnie reprezentują swój teren. Nabyliśmy je w Nikiszowcu (na turystycznym Szlaku Zabytków Techniki www.zabytkitechniki.pl) – planowanej niespodziance, która w zamierzeniu miała i ma być zachętą do zwiedzania Górnego Śląska. Może i tutaj kiedyś wrócimy? Sami wybierzcie kierunek, a ja zajmę się resztą. Jak zwykle.

Z nikiszowianką, Panią Eweliną w zabytkowej dzielnicy Katowic

p.s. a tytułowe amonity? Ha! Trzeba było być z nami. Wszystkiego zdradzać nie będziemy…

P.O.