Klub Turystyczny
"Puszcza Zielonka"
„Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę"
św. Augustyn

Weekend improwizacji
4-5 sierpnia 2018 r.
 
Czy tylko Gwdą? Już pierwszego dnia okazało się, że zdarzył się wypadek samochodowy i zablokował skutecznie drogę krajową – naszą dojazdową do miejsca startu. Na szczęście ofiar śmiertelnych nie było, ale minęło nas od rana kilku „szybkich jak błyskawica” amatorów morskiej plaży (przypominam, że jechaliśmy główną arterią dojazdową nad morze), którzy jadąc blisko 200 km/h być może okazali się sprawcami powyższej kolizji.

Bez żalu, a jedynie z ciekawością przystaliśmy na propozycję spływu Dobrzycą z Tarnowa.
Rzeka była wdzięczna, zwałek niewiele, głównie w cieniu – miło spędziliśmy czas, do czasu gdy…

Dobrzyca, łącząc się z wodami Piławy wpływa do Gwdy, tuż przed elektrownią. W tzw. lewo majaczyło nasze Krępsko – meta z wizją wypoczynku. Taaaak, ale pod prąd!!!
Rzekome, jedyne 2 km objawiło nam się jako przynajmniej 5 i to jeszcze z małym haczykiem.
Mijając cudowny Bar nad Rozlewiskiem, aż chciało się odrzucić wiosła i zostać tam na zawsze, a przynajmniej do niedzieli.

Na metę dotarliśmy w głębokim milczeniu, a mowę odzyskaliśmy, kiedy można było w końcu rozprostować nogi i dać odpocząć rękom.

No a niedziela???
Rano dostaliśmy mały bacik – tak aby nie spóźnić się do kościoła, z nieba w ciągu kilku sekund polały się wiadra wody. Nie zmąciło to naszego spokoju – i słusznie – bo już po Mszy upał powrócił. Pojechaliśmy na pierwotnie zamierzony start do Tarnowskiego Młyna (medal każdemu, kto trafi tam bez mapy!). Gwda okazała się szeroka na kilkanaście metrów, głęboka i dość wartka. Aż tu nagle… Jedno bystrze, drugie, kolejne… Pierwszy naturalny próg pokonaliśmy w tempie i bez strat, natomiast po drugim… Ekipa Krysi i Hirka (naszych Gości na imprezie) nie wyrobiła „na zakręcie” i wpadła w gałąź uroczo wystającą z wody, tracąc kajak i cały ekwipaż. Na ratunek popłynął najmniej obciążony i najbliższy poszkodowanym Jarek – dołączył do nas rankiem, wybitnie wykazując ogromne doświadczenie „spływowe”. Chwilę później Wojtek popłynął po Hirka (utkwiło nam w pamięci jak Hirek się zastrzegał rano, że bardzo słabo pływa), ale okazało się, że i Krysia jak i Hirek summa summarum poradzili sobie z rzeką wpław. Bagaże zdołaliśmy połapać „w locie”. Jedynie Krysia pozostała… bez spodni – co w efekcie było akcentem humorystycznym całego wydarzenia. Tak, ale do śmiechu nam wcale nie było. Rzeka w tym miejscu była bardzo wartka, a brzegi kompletnie nieprzyjazne. Cudem znaleźliśmy miejsce na względne zacumowanie i opróżnienie z wody równie cudem ocalonego kajaka.

Do końca trasy płynęliśmy już wyjątkowo spokojnie i uważnie…, ale i rzeka okazała miłosierdzie. Leniwie doprowadziła nas do mety i skutecznie wyciszyła emocje.

P.O.
 
Doborowe towarzystwo
 
 Aldona i Leszek

Ekipa canoe
 
 Gwdą pod prąd
 
 Do czego służy postój
 
 Pranna sielanka w Krępsku