Klub Turystyczny
"Puszcza Zielonka"
„Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę"
św. Augustyn

Lipcowy survival kontrolowany (Łoskoń Stary w centrum uwagi)
 
Mała Wełna nie sugerowała swoją nazwą DUŻYCH przeżyć. A jednak nie warto ufać pozorom. Tak oto przewrotnie rozpoczęła się lipcowa wyprawa kilkunastu wcale nie gniewnych ludzi, którzy zmęczeni rokiem powszednim zapragnęli w końcu wakacji!!!
 
Meandry rzeki sprowadzały nas miejscami niemal na manowce, zmuszając do poszukiwania właściwej drogi wśród trzcin. Przerywniki jeziorne (Budziszewskie i Rogozińskie) nadały lansu naszej wyprawie, bo intensywne tempo dla wielu okazało się sporym, survivalowym wysiłkiem. Droga powrotna – jedynie do Budziszewka i tym razem „o kijach” była dynamicznym podsumowaniem sportowego dnia. Od 20.00 zaczęła się „kultura”, czyli Bartek Wróblewski i Jego nie zdobyta Korona Ziemi. I co prawda prezentacja Mount Everestu była taka raczej… „niewysoka” (wyglądająca już na turystykę co najmniej masową, jak pod Giewontem), to jednak otrzeźwiła nas opowieść o potwornościach aklimatyzacji na wysokościach, o czym świadczyło doświadczenie Bartka o balansowaniu między życiem a śmiercią. I to nieodmienne pytanie – czy warto? Po co, dla kogo i dlaczego?
Kto wytrwały tego rozśmieszył do łez horror Juliusza Machulskiego „Kołysanka” – choć dla niektórych rzeczywiście ową kołysanką film się okazał…
 
Małą Wełną 
Droga do Budziszewka 
Spotkanie z Bartłomiejem Wróblewskim 
 
A poranek – trudny bo chłodny, wczesny, zbyt wczesny… Rekompensata przyszła wraz z Bartkiem – kolejnym Bartkiem na naszej drodze. Krąkowskim. Lubianym, podziwianym za pasję ornitologiczną i za charyzmę w tym i nie tylko tym temacie. Owocem najwyższego rzędu była dla obserwatorów czapla w stroju godowym, siedząca w zwiewnej, białej piórkowej sukience i nieświadoma wrażenia jakie na nas zrobiła.
 
Zanim wyruszyliśmy w dalszą drogę, z apetytem pochłonęliśmy jajecznicę autorstwa Marka i Eli (chwała Wam – podpisane „głodni”) w plenerach kiszkowskich stawów – z obudzoną świadomością, że to obszar nie byle jaki bo „Natura 2000”. Kto by pomyślał… I wcale nie trzeba szlaku turystycznego, żeby fenomenalnie krajobrazowo podróżować w terenie – droga, która powiodła nas do Łagiewnik Kościelnych była zjawiskowa. Urozmaicona. I… rozgadana. Ot, niedzielne pogawędki.
 
Kościół, spacer, kawa i ciacho. A jeśli jeszcze dodać osobowość Andrzeja Szprywy jako interlokutora – poznańskim warunkom „niedzielności” sprostaliśmy. Dyrektor WIELKIEJ wiejskiej szkoły w Łagiewnikach Kościelnych. Ktoś Go chyba kiedyś opisze w wierszu (pasuje do Niego wesoła fraszka), albo skomponuje piosenkę (tekst biesiadny!). Człowiek jakich mało na świecie, ot co. Dynamit, ekspresja i refleksja w jednym – a i na więcej określeń starczyłoby miejsca, tak jest pojemna Jego charakterystyka.
Na przeciwległym biegunie ekspresji znalazł się ks. Paweł Krzewiński – ciepły, serdeczny i pokorny, który nie odmówił wspólnego obiadu i pogawędki. Było prawie jak między „Panem, Wójtem i Plebanem”, tyle że Wójta brakowało…
 
Obserwacja na Stawach Kiszkowskich 
Jajecznica w plenerze smakuje najlepiej 
Andrzej Szprywa. 
Polną drogą idziemy sobie 
 
Zebrawszy wrażeń cały worek, wetknęliśmy je w butelkę pamięci i zatknęliśmy korek…
PO